proszę państwa do gazu całość
Proszę Panstwa do gazu to opowiadanie to należące do zbioru Pożegnanie z Marią. Głównym bohaterem jest narrator, będący w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu (Auschwitz). Więźniowie czekający nago w miejscu, gdzie do obozu przyjeżdżają pociągiem transporty nowych ludzi aby zdobyć pożywienie i pot
1 Proszę państwa do gazu - streszczenie. 2 Człowiek wobec historii w opowiadaniach Borowskiego. 3 Problem moralności w opowiadaniach Borowskiego. (2/2) „Proszę Państwa do gazu” – plan wydarzeń, Tadeusz Borowski - Pożegnanie z Marią i inne opowiadania - streszczenie, opracowanie.
Całość tytułu opowiadania ma więc charakter ironiczny. "Proszę państwa do gazu": bohaterowie. Chcesz sobie dokładnie przypomnieć postacie występujące w opowiadaniu "Proszę państwa do gazu"? Bohaterowie tego utworu to narrator – Tadek oraz jego towarzysz w więzieniu, Henri.
Ludzie, którzy szli. Ludzie, którzy szli to opowiadanie Tadeusza Borowskiego ze zbioru Pożegnanie z Marią z 1948 r. Rozbudowa obozu. Transporty ludzi idących do komór gazowych – skala ludobójstwa. Nieznacznie widoczne zmiany w obozie w związku z sytuacją międzynarodową. Sytuacja kobiet w obozie.
Od 18 stycznia 2022 r. w całej UE będą obowiązywały jednolite wymagania dotyczące wydawania i uznawania kwalifikacji zawodowych w żegludze śródlądowej oraz książeczek żeglarskich i dzienników pokładowych. Jednolite standardy zapewnią, że minimalne wymagania dla różnych kwalifikacji będą porównywalne we wszystkich państwach członkowskich.
nonton film high society sub indo korea. Obowiązek implementacji dyrektyw wynika z art. 249 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską (zwanego dalej Traktatem wspólnotowym), który stanowi, że: Dyrektywa wiąże każde państwo członkowskie, w odniesieniu do rezultatu, który ma być osiągnięty, pozostawiając jednak organom krajowym swobodę wyboru formy i środków. Dla Polski istotne są w tej materii postanowienia Traktatu o przystąpieniu Polski (i innych państw) do Unii Europejskiej. Szczególne znaczenie ma art. 2 aktu akcesyjnego, będącego częścią tego Traktatu akcesyjnego, który nakłada na Polskę obowiązek przestrzegania postanowień traktatów i aktów przyjętych przez instytucje Wspólnot po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Konieczność implementacji dyrektywProces implementacyjny jest konieczny, gdyż dyrektywa wspólnotowa, jako szczególny akt normatywny funkcjonujący we wspólnotowym porządku prawnym, powinna mieć zasadniczo odzwierciedlenie w normach prawa krajowego, i to krajowe normy implementacyjne powinny być podstawą prawną do rozstrzygania ewentualnych sporów między jednostkami czy jednostką a państwem członkowskim. Dlatego też bardzo istotne jest przeprowadzenie takiego procesu implementacyjnego, który zaowocuje pełnym i zarazem terminowym osiągnięciem rezultatu wyznaczonego w dyrektywie. Co jednak dokładnie oznacza stwierdzenie, że dyrektywa jest aktem prawnym wiążącym w odniesieniu do rezultatu, który ma być osiągnięty, pozostawiając jednocześnie państwom członkowskim swobodę implementacyjną? Jak daleko sięga taka swoboda? Czy jest ona czasowo ograniczona? Czy państwo musi spełniać określone wymogi formalne i materialne, aby wywiązać się prawidłowo z nałożonego Traktatem wspólnotowym obowiązku implementacyjnego? Złożoność obowiązku osiągnięcia wymaganego rezultatu pozwala na wyróżnienie dwóch zasadniczych faz, w zależności od tego, czy działania organów państwa członkowskiego następują przed upływem czy po upływie terminu wyznaczonego w dyrektywie. I tak można rozróżnić:1) fazę implementacyjną, w ramach której dokonuje się transpozycja norm dyrektyw przez akty prawa krajowego powszechnie wiążące oraz przez czynności uzupełniające, takie jak wydawanie aktów wewnętrznie obowiązujących ewentualnych czynności nadzoru i kontroli administracyjnej;2) fazę wykonania dyrektywy, w ramach której można wyróżnić stosowanie przez organy krajowe norm prawnych, które stanowią implementację dyrektywy oraz egzekwowanie, w razie konieczności, obowiązków wynikających z tych norm; w tym ostatnim przypadku chodzi szczególnie o sankcje w stosunku do jednostek (w szczególności przedsiębiorstw), które nie przestrzegają obowiązków wynikających z aktów implementujących członkowskie korzysta ze swobody uznaniowej w pełnej realizacji rezultatu wyznaczonego w dyrektywie, aż do momentu upływu terminu implementacyjnego. Nie oznacza to jednak, że jeśli państwo nie osiągnie go w wyznaczonym momencie, to jest zwolnione z jego osiągnięcia w przyszłości. Jego realizacja powinna być zagwarantowana przez organy państwowe podczas trwania całej fazy wykonania dyrektywy, aż do ewentualnej zmiany jej norm przez inną dyrektywę. Dokonanie rozróżnienia na fazę implementacyjną i fazę wykonania dyrektywy jest istotne w kontekście praw jednostek, które mogą być dochodzone przed sądami krajowymi. Przed upływem terminu do implementacji obowiązki pełnego „zintegrowania” dyrektywy z prawem krajowym spoczywają w głównej mierze na organach tworzących prawo, z wyjątkiem kontroli przez organy sądowe, czy działania poszczególnych organów nie udaremniają lub mogą poważnie zagrozić terminowemu osiągnięciu wyznaczonego rezultatu (orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) w sprawie C-129/96 Inter-Environnement Wallonie). Po upływie terminu implementacyjnego zadanie realizacji dyrektywy przenosi się w głównej mierze na organy stosujące prawo, których zadaniem jest realizacja praw i obowiązków jednostek w indywidualnych postępowaniach. Należy zauważyć, że państwo członkowskie korzysta ze swobody uznaniowej w pełnej realizacji rezultatu wyznaczonego w dyrektywie, aż do momentu upływu terminu implementacyjnego. Nie oznacza to jednak, że jeśli państwo nie osiągnie go w wyznaczonym momencie, to jest zwolnione z jego osiągnięcia w przyszłości. Rozgraniczenie momentu, w którym obowiązujące normy dyrektyw mogą być stosowane bez „pomocy” norm prawa krajowego, a co za tym idzie, istnieje możliwość powoływania się przed organami krajowymi na ich bezpośrednią skuteczność, jest bardzo ważne i służy właściwemu oznaczeniu prawa, które może być stosowane w danym momencie. Moment upływu terminu wyznaczonego do implementacji wyznacza granicę, od której normy dyrektywy są adresowane już nie tylko do państwa członkowskiego, ale mają skutek erga omnes w danym porządku prawnym. Zasadniczo ta zmiana adresata dokonuje się przez implementujące dyrektywę normy krajowe. Jeśli jednak najpóźniej z momentem upływu terminu wyznaczonego do implementacji normy krajowe nie przejmują tej funkcji lub przejmują ją w sposób niepełny, wtedy bezpośrednio normy dyrektywy stają się w pełni stosowalne („operatywne”) i mają skutek erga omnes. W przypadku prawidłowej i efektywnej implementacji normy dyrektywy nadal obowiązują, ale stosuje się jednak, co do zasady, krajowe normy implementujące dyrektywę, gdyż to właśnie te normy powinny zapewnić osiągnięcie rezultatu założonego przez dyrektywę i to one powinny być stosowane jako „normy dyrektywy”. Trybunał jest zdania, że jeśli dyrektywa jest właściwie implementowana, wówczas jej treść rozciąga się na jednostki poprzez środki implementacyjne przyjęte przez odnośne państwa stosowanie norm dyrektywDopiero w przypadku nieosiągnięcia lub niemożliwości osiągnięcia założonego rezultatu przez normy krajowe w wyznaczonym przez dyrektywę terminie można stosować normy samej dyrektywy, które w razie sprzeczności z normami implementującymi lub innymi normami krajowymi korzystają z przywileju pierwszeństwa. W takim przypadku działania organów władzy publicznej powinny opierać się bezpośrednio na normach dyrektyw. Na ile jednak te normy mogą być bezpośrednio skuteczne w odniesieniu do jednostek, zależy od ich jasności, precyzyjności i bezwarunkowości. Jeżeli jednak państwo zakończyło proces implementacyjny przed upływem wyznaczonego terminu, wtedy nie ma przeszkód, aby krajowe normy implementacyjne i w razie konieczności bezpośrednio normy dyrektywy były podstawą prawną dla roszczeń jednostek. Jednostka nie ma jednak roszczenia wynikającego z prawa wspólnotowego do zmuszenia państwa do wywiązania się ze zobowiązań implementacyjnych. Nie może również zaskarżyć własnego państwa bezpośrednio przed ETS. Obowiązki sądówJeżeli okaże się, że cel dyrektywy nie został w pełni zrealizowany przez krajowe środki implementujące w wyznaczonym terminie, w zależności od postępowania (cywilne, administracyjne, w szczególnych przypadkach karne), jednostka może domagać się takiej interpretacji prawa krajowego, aby osiągnąć rezultat wyznaczony w dyrektywie, niezastosowania normy krajowej lub/i podstawienia w jej miejsce bezpośrednio skutecznej normy dyrektywy oraz/lub domagać się odszkodowania, jeżeli nieprawidłowa implementacja przyczyniła się do szkody poniesionej przez jednostkę i spełnione są wszystkie wymogi odpowiedzialności odszkodowawczej państwa opartej na prawie wspólnotowym. Jeżeli nie wykracza to poza żądanie pozwu lub skargi, organ stosujący prawo powinien z urzędu starać się zapewnić pełną efektywność dyrektywy poprzez wykładnię prowspólnotową prawa krajowego lub bezpośrednie oparcie swojego rozstrzygnięcia na normie dyrektywy. Taki obowiązek spoczywa szczególnie na krajowych organach sądowych, od których orzeczeń nie przysługuje żaden środek zaskarżenia. Każda z wymienionych możliwości nie jest jednak bezwarunkowa. Wykładnia prowspólnotowa norm krajowych nie może prowadzić do rezultatu, który byłby contra legem. Stosowanie bezpośrednio skutecznych norm dyrektywy może prowadzić do odmowy zastosowania sprzecznej z dyrektywą normy prawa krajowego, jednak nie może prowadzić w wyniku podstawienia normy wspólnotowej w miejsce niezastosowalnej normy krajowej do nałożenia na jednostkę ciężaru lub obowiązku wypływającego bezpośrednio z dyrektywy. Jeżeli bezpośrednie oparcie rozstrzygnięcia danego organu na normie dyrektywy nakładałoby na jednostki ciężary lub obowiązki niewynikające z prawa krajowego, ale bezpośrednio z dyrektywy, wtedy byłoby to niezgodne z dotychczasowym orzecznictwem ETS. Nie oznacza to jednak, że z samej odmowy zastosowania sprzecznej z dyrektywą normy prawa krajowego nie mogą w sposób pośredni wynikać obowiązki dla jednostki. Norma krajowa, która została skonstruowana w miejsce innej, niezastosowanej („wyłączonej”) normy krajowej, może spowodować niekorzystne konsekwencje dla sytuacji prawnej jednostki. Nie będą to jednak formalnie obowiązki wynikające bezpośrednio z norm dyrektywy, ale z wykładni prawotwórczej, która musiała wypełnić „lukę” po sprzecznej z dyrektywą normie krajowej. OdszkodowaniaPrzyznanie odszkodowania jednostce za szkodę poniesioną w związku z nieprawidłową implementacją dyrektywy nie jest automatyczne i jest uzależnione od poważnego naruszenia obowiązku implementacyjnego przez państwo członkowskie. Norma dyrektywy musi przyznawać prawo jednostce, która musi udowodnić związek przyczynowo-skutkowy między nieprawidłową implementacją a zaistniałą szkodą. Nie będzie to łatwe, jeśli organ stosujący prawo uczynił wszystko, aby zagwarantować osiągnięcie rezultatu wyznaczonego w dyrektywie poprzez wykładnię prowspólnotową i nadanie bezpośredniego skutku normom dyrektywy. Poza tym dozwolone jest ograniczenie terminu dochodzenia roszczeń, nawet jeśli mogłoby to utrudnić jednostce dochodzenie odszkodowania. Nie może go jednak zupełnie względu na dużą liczbę uchwalonych dyrektyw, jak i ich różnorodność nie sposób jest zaprezentować jednego właściwego sposobu wdrażania dyrektyw do prawa krajowego. Na podstawie orzecznictwa ETS można jednak pokusić się o wyróżnienie dwóch podstawowych materialnych zasad, tj. zasady efektywności i zasady zgodności środków implementacyjnych z całością prawa efektywności a pomoc państwaImplementując dyrektywę należy rozpocząć od zastanowienia się, czy, biorąc pod uwagę obowiązujący w danym państwie stan prawny, konieczne jest dokonanie implementacji poprzez jakąkolwiek działalność legislacyjną. Na to pytanie można odpowiedzieć znając cele dyrektywy i margines swobody, jaki pozostawia ona państwu członkowskiemu. Inaczej mówiąc, wiedząc, jaki typ harmonizacji praw państw członkowskich zamierza ona ustalenie typu harmonizacji przez organ implementujący pozwala udzielić odpowiedzi na pytanie o zakres materialny norm dyrektywy i o granicę swobody implementacyjnej. Pozwala również stwierdzić, czy możliwe jest – i ewentualnie, pod jakimi warunkami – wprowadzanie przez państwo implementujące norm bardziej rygorystycznych niż te przewidziane przez dyrektywę. Obecnie we wspólnotowej praktyce legislacyjnej rzadko zdarza się, że dyrektywa zawiera tylko jeden typ harmonizacji. W rzeczywistości współwystępowanie lub nakładanie się różnych metod harmonizacyjnych stało się bardzo częstą cechą wspólnotowej praktyki legislacyjnej. Jak zatem poznać, że mamy do czynienia z konkretnym typem harmonizacji? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, jednak można pokusić się o następujące uogólnienia. Po pierwsze, należy zwracać szczególną uwagę na preambułę dyrektywy, gdyż pełni bardzo istotną rolę w analizie postanowień dyrektywy, co potwierdza orzecznictwo ETS. Po drugie, należy mieć na uwadze podstawę prawną i rok wydania dyrektywy. W przypadku dyrektyw uchwalonych przed rokiem 1985 można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że implementowane dyrektywy mogą harmonizować zupełnie lub opcjonalnie, a nie minimalnie. Dyrektywy uchwalone po roku 1985 raczej nie będą przewidywały harmonizacji zupełnej, choć i tu mogą się pojawić wyjątki. Możliwe jest natrafienie na poszczególne postanowienia dyrektyw, które nie będą pozostawiały państwu członkowskiemu żadnej swobody implementacyjnej. Poza tym dyrektywy oparte na tych artykułach Traktatu, które zawierają wyrażenia „bardziej rygorystyczne” lub „mogące iść dalej”, najprawdopodobniej będą mogły być zaklasyfikowane do tych, które harmonizują „minimalnie”. I tu wkraczamy w sferę możliwego powiązania pomocy państwa z implementacją dyrektyw. Niezależnie od tego, że środki implementacyjne powinny być efektywne, tj. jasne, klarowne, precyzjne, kompletne, o bezspornej mocy wiążącej i mogące zostać zrealizowane w praktyce (Trybunał szczególnie podkreśla rzeczywistą skuteczność), powinny one być przede wszystkim zgodne z pozostałymi normami prawa wspólnotowego. Niektóre dyrektywy stanowią wprost, że państwa członkowskie korzystając ze swobody implementacyjnej muszą brać pod uwagę całość prawa wspólnotowego (np. art. 5 Dyrektywy 2003/96 o opodatkowaniu produktów elektrycznych i elektryczności).Jeżeli założymy, że dyrektywa przewiduje harmonizację zupełną, nie pozwalając na wybór przez państwo jednego z możliwych rozwiązań (np. stawki podatkowej), wtedy oczywiście zastosowanie się do norm dyrektywy nie będzie można uznać za pomoc państwa. Przez pomoc państwa w rozumieniu art. 87 ust. 1 TWE należy traktować takie środki, które przyznają korzyść tylko określonej grupie przedsiębiorstw (lub przedsiębiorstwu), przy użyciu zasobów państwowych w jakiejkolwiek formie, które wpływają na wymianę handlową między państwami członkowskimi i które można przypisać państwu członkowskiemu. Ewentualne uprzywilejowanie pewnych przedsiębiorstw będzie w tym przypadku skutkiem wyborów politycznych dokonanych na szczeblu wspólnotowym, a nie przez państwo członkowskie. Dlatego też, podobnie jak przy odpowiedzialności odszkodowawczej państwa członkowskiego za naruszenie prawa wspólnotowego, zakres możliwych do dokonania przez państwo członkowskie wyborów normatywnych ma kluczowe stoi na stanowisku, że w przypadku, kiedy dyrektywa ustanawia np. minimalną stawkę opodatkowania (por. np. art. 7 Dyrektywy 2003/96), a państwa członkowskie mogą w określonych przypadkach zwalniać z podatku przewidzianego przez dyrektywę lub wprowadzić w stosunku do określonej grupy przedsiębiorstw podatek niższy niż minimalny przewidziany przez dyrektywę (por. art. 17 ust. 2 i 3 Dyrektywy 2003/96), wtedy taki wybór normatywny można przypisać państwu członkowskiemu, a tym samym może on, po spełnieniu pozostałych warunków, zostać uznany za niedozwoloną pomoc państwa. Podobnie jest, gdy dyrektywa przewiduje różne rozwiązania implementacyjne, np. możliwość wprowadzenia zróżnicowanego opodatkowania w zależności od „wielkości przedsiębiorstw” (np. art. 5 Dyrektywy 2003/96 – jest to forma tzw. harmonizacji alternatywnej). Wtedy również wybór normatywny dokonany przez państwo członkowskie nie tylko będzie musiał być zgodny z celem i przepisami dyrektywy, ale także z regułami dotyczącymi pomocy państwa np. w zakresie wytycznych odnoszących się do ochrony środowiska (Wytyczne o pomocy państwa powiązane z ochroną środowiska, UE C 37, Nie inaczej będzie w przypadku, gdy państwo zdecyduje się na wprowadzenie ostrzejszych kryteriów niż przewiduje dyrektywa, stosując jednocześnie tymczasowe zwolnienia z ich przestrzegania wobec niektórych przedsiębiorstw (art. 17 ust. 1 Dyrektywy 2003/96). Pomimo że pozwala na to dyrektywa i jest to uzasadnione koniecznością stopniowego przystosowania się do przestrzegania nowych, ostrzejszych reguł, może to stanowić jednocześnie pomoc państwa. Typ harmonizacji przewidziany przez dyrektywę określa więc, czy na potrzebę przepisów o pomocy państwa możemy mówić o środkach, które możemy rzeczywiście temu państwu wynika z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości pojęcie pomocy państwa jest pojęciem obiektywnym, dlatego też jego interpretacja nie zostawia szerokiego marginesu uznaniowości Komisji Europejskiej. Ustalenie jednak, czy taka pomoc jest równocześnie „niezgodna ze wspólnym rynkiem”, mieści się w granicach szerokiej swobody decyzyjnej Komisji. Dlatego też należy mieć na uwadze, że nawet jeżeli środki implementacyjne stanowią złamanie zakazu udzielania pomocy państwa, to automatycznie nie czyni je to niezgodnymi ze wspólnym rynkiem. Szczególnie sytuacja, w której wprowadza się tymczasowe zwolnienia od wyższego niż przewiduje dyrektywa opodatkowania, może być uznana za zgodną z rynkiem wewnętrznym, jeżeli podatek po zwolnieniu będzie równy lub wyższy od minimum przewidzianego przez dyrektywę. W tym ostatnim przypadku chodzi szczególnie o przestrzeganie punktu 49 wytycznych dotyczących ochrony środowiska. Takie zwolnienia muszą być uzasadnione nie tyle interesem gospodarczym państwa, ile przyczynieniem się do poprawy ochrony środowiska za osiągnięcie rezultatu wyznaczonego w dyrektywie jest bezwzględna, i tak naprawdę jedynie skutecznym argumentem obrony państwa członkowskiego jest powołanie się na siłę wyższą, definiowaną jako anormalne i nieprzewidywalne okoliczności będące poza kontrolą państwa, których skutków nie dało się uniknąć. Dla Trybunału nie ma znaczenia, czy rezultat nie został osiągnięty ze względu na brak odpowiednich krajowych norm transponujących, brak ich wejścia w życie czy może niezastosowania odpowiedniego nadzoru i kontroli administracyjnej, która wymogłaby od podmiotów prywatnych, głównie przedsiębiorstw, dostosowania się do wymogów dyrektywy. Należy pamiętać, że w odniesieniu do krajowych środków implementujących dyrektywę Komisja Europejska może zarówno rozpocząć procedurę z art. 226 TWE o naruszenie zobowiązań członkowskich, jak i procedurę kontroli środków pomocy państwa przewidzianą przez art. 88 TWE. Z czysto praktycznego punktu widzenia to druga procedura może mieć bardziej dotkliwe bezpośrednie konsekwencje dla przedsiębiorców, na których może ostatecznie ciążyć obowiązek zwrotu przyznanej pomocy, np. w formie zwolnień podatkowych. Należy o tym Bartłomiej Kurcz, (Leuven), DLS (Cambridge), urzędnik Komisji Europejskiej w Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji. Autor książki „Dyrektywy Wspólnoty Europejskiej i ich implementacja do prawa krajowego”, Zakamycze 2004. Autor wyraża tylko swoje poglądy, które nie mogą być przypisane Komisji Europejskiej.
Proszę państwa do gazu - Tadeusz Borowski: streszczenie, opracowanie, interpretacja Proszę państwa do gazu Tadeusza Borowskiego to opowiadanie o ponurej rzeczywistości obozu koncentracyjnego. Ukazuje dzień z życia więźnia podczas przyjmowania transportów. Streszczenie tego utworu i opracowanie pozwoli wam lepiej zrozumieć niesłychanie ciężkie czasy II wojny światowej. Posłuchaj albo przeczytaj. Proszę Państwa do gazu - Tadeusz Borowski - streszczenie i opracowanie lektury To view this video please enable JavaScript, and consider upgrading to a web browser that supports HTML5 video Spis treściProszę Państwa do gazu - najważniejsze informacjeProszę państwa do gazu - Tadeusz Borowski streszczenieProszę państwa do gazu - problematykaBehawioryzm narratora w Proszę państwa do gazuMotywy obecne w Proszę państwa do gazu Druga Wojna Światowa była wyjątkowo brutalna. To właśnie wtedy Polska przeżywała chwile, które odcisnęły swoje piętno na historii naszego kraju. Obozy koncentracyjne przyniosły śmierć milionom ofiar. Przywożono tam nie tylko Żydów, ale i przedstawicieli innych narodów. Ponurą codziennością były łapanki przeprowadzone na ulicach wielu polskich miast. Niestety, mimo ogromu dokumentacji, wciąż można się spotkać z określeniem „polskie obozy koncentracyjne”. Musisz jednak wiedzieć, że były to obozy nazistowskie. Proszę Państwa do gazu - najważniejsze informacje Proszę Państwa do gazu to jedno z opowiadań Tadeusza Borowskiego, które przedstawia życie w Auschwitz-Birkenau, obozie zlokalizowanym w Oświęcimiu. Autor opisuje wydarzenia, w których brał czynny udział. Robi to w sposób niezwykle sugestywny i bardzo dosadny, często nie przebierając w środkach. W opowiadaniu pojawiają się określenia czasem może zbyt dosłowne, ale tylko w ten sposób można najpełniej oddać obozową rzeczywistość. Gdyby to był scenariusz filmowy, można byłoby uznać go za dzieło nad wyraz poruszające. Niestety nie jest to fantazja twórcy. Wszystkie te wydarzenia bowiem odbyły się naprawdę. Wydarzenia przedstawione w „Proszę państwa do gazu” dzieją się w czasie drugiej Wojny Światowej. Autor opisuje jeden dzień, podczas którego do obozu przyjeżdżają nowi więźniowie. O ramach czasowych informuje nas wiadomość o przybyciu pierwszego transportu oraz wieczorny powrót więźniów do obozu. Akcja dzieje się w Auschwitz-Birkenau – opowiadanie rozpoczyna się w baraku, by chwilę później przenieść nas na rampę rozładunkową. Główny bohater jest jednocześnie narratorem wydarzeń. W „Proszę państwa do gazu” poznajemy go jako Tadka. Jest zdruzgotany tym, co musi każdego dnia przeżywać, jak musi walczyć, by następnego dnia rano się obudzić, i na co musi patrzeć, nim odzyska wolność. Jest także Henri, kolega Tadka z obozu. Razem pracują na rampie rozładunkowej, przyjmując nowych więźniów i segregując ich bagaże. W opowiadaniu poznajemy też Marsylczyka, którego Tadek nazywa Cosway. To dość specyficzny typ, który transporty ludzi w wagonach bydlęcych kojarzył wyłącznie z dostawą jedzenia, a nie śmiercią milionów istnień. Warto również, byś zapamiętał Andreja, rosyjskiego więźnia, który zaatakował kobietę, gdy ta wyrzekła się swojego dziecka. Na rampie rozładunkowej było mnóstwo ludzi, między innymi esesmani, którzy wyróżniali się okrucieństwem i chamstwem. Nim przejdziemy do właściwego omówienia utworu, wiedz, że „Proszę państwa do gazu” jest jednym z wielu opowiadań autorstwa Tadeusza Borowskiego opisujących życie w obozie koncentracyjnym. Proszę państwa do gazu - Tadeusz Borowski streszczenie Opowiadanie rozpoczyna się od opisania scenerii obozu. Spotykamy się z więźniami, którzy są nadzy. W Birkenau trwa właśnie akcja dezynfekcyjna. Uniformy, które należały do więźniów, zabrano i wrzucono do basenów wypełnionych cyklonem, tym samym gazem, którego używa się do zabijania ludzi w komorach. To był trudny okres nie tylko ze względu na pozbawienie ochrony ciała, ale także na brak sienników, koców czy materaców. Do dezynfekcji zabrano wszystko – osadzonym pozostało spać na nagich, szorstkich deskach. Co gorsza, panuje upał, a chwilowy brak nowych transportów sprawia, że jest to czas, w którym pozornie nic się nie dzieje. Tadek żywi się paczkami przysyłanymi z domu. Właśnie odebrał pakunek od swojej matki, którym postanowił podzielić się ze swoimi przyjaciółmi – Henrim i Francuzem z Marsylii. Bohaterowie należeli do Kanady. W Oświęcimiu tak właśnie określano specjalną grupę, której członkowie zajmowali się rozładunkiem transportów ludzi. Ci, którzy należeli do Kanady, mieli nieco łatwiej – podczas rozładunku zawsze mogli zdobyć trochę jedzenia czy nowej odzieży. W trakcie posiłku do mężczyzn podszedł blokowy, aby wezwać Kanadę do stawienia się na rozładunek. Rampa, na której zatrzymywał się pociąg, była położona w całkiem sielskiej okolicy. Dookoła było zielono, znajdował się tam placyk ze żwirem, a w tle było widać mały barak. Więźniowie po dotarciu na miejsce zostają podzieleni na grupy. Jedna ma się zająć wyładunkiem ludzi, druga decydować, kto z przywiezionych trafi do lagru, czyli obozu, a kto do gazu. Do osadzonych dołączyli esesmani. Borowski wprost pisze, że byli otyli, spasieni, a ich twarze, mimo że obsypane srebrem, były chamskie. Nagle nadjeżdża transport z nowymi więźniami. Wszyscy w wagonie krzyczą, są przerażeni, błagają o wodę i pomoc. W celu przywrócenia porządku jeden z Niemców puścił serię z karabinu. W wagonie się uspokoiło, a na rampę zaczęły podjeżdżać ciężarówki. Członkowie Kanady już na wstępie dowiedzieli się, że jeśli któryś z nich zdecyduje się na kradzież kosztowności, zostanie natychmiast rozstrzelany. Po krótkim omówieniu spraw organizacyjnych otworzono wagony i zaczęto wyładowywać ludzi wraz z ich dobytkiem. Członkowie Kanady odbierali im walizki, plecaki, cały bagaż, jaki ze sobą przywieźli. Wszystko lądowało na jednej, wspólnej kupie. Kiedy ktoś z przyjezdnych zapytał o swój przyszły los, wszyscy zamilkli. Członkowie Kanady mieli zakaz rozmawiania z nowymi więźniami. Ich rola sprowadzała się do ustawienia przybyszów w dwóch grupach. Pierwsza trafiała do obozu, druga zaś od razu skazywana była na śmierć. Ciężarówki ze skazanymi jechały do krematoriów, a następnie wracały puste po kolejną grupę. Na rampie tempo pracy było bardzo szybkie. Kanada dzieliła, esesman zapisywał, ciężarówki jeździły. W notesie Niemca można było zobaczyć kreski – szesnaście oznaczało tysiąc ludzi. Podział łupu był jasny. Kosztowności, jakie znaleziono w walizkach, należało oddać Niemcom. Jedzenie zaś więźniowie szybko zjadali lub chowali dla siebie. Kiedy wszystko zostało już rozdysponowane, Kanadzie wydano rozkaz, by uprzątnęli puste wagony. Jednak wagony nie do końca były puste. Więźniowie musieli z nich wynosić martwe dzieci, które z powodu panującego tam ścisku, dusiły się i umierały w odchodach. W większości były to niemowlęta porzucone przez matki. Kobiety zdawały sobie sprawę, że jeśli przyznają się do posiadania małego dziecka, ich szanse na przeżycie drastycznie zmaleją. Jak to dosadnie zauważa Henri, Tadek wygląda, jakby miał rzygać. Kobiety odebrała komendantka z obozu kobiecego. Trupy wrzucono na ciężarówki, które następnie wywiozły je do kremacji, a walizki wrzucono do samochodu. Kanadę czekało jeszcze drugie sortowanie, ale to już na miejscu, czyli w lagrze. Rampa po wysprzątaniu wyglądała, jakby nic się na niej nie wydarzyło. Po pierwszym transporcie nie został nawet ślad. Wszyscy byli gotowi na przyjęcie drugiego. I trzeciego. A potem kolejnych. Pociągi z nowymi więźniami przyjeżdżały od rana do wieczora. I tak codziennie. Dla członków Kanady było to wyczerpujące zadanie. Nie tylko ze względu na ogrom pracy, ale także świadomość tego, co się dzieje z nowymi więźniami i poczucie własnej niemocy. Podczas jednego z takich rozładunków na dłoni Tadka zacisnęła się ręka trupa. Rozładunek był wyczerpujący, a gorąc panujący w powietrzu tylko potęgował ten efekt. Po tylu transportach bohaterom trudno było odczuwać jakąkolwiek empatię czy litość w stosunku do nadjeżdżających. W pewnym momencie Tadek sam mówi, że marzy o powrocie do obozu. Mimo braku w nim ubrań i posłań tylko to miejsce jest dla niego oazą spokoju i wytchnienia. Niestety transporty wciąż przyjeżdżały. Tadek patrzył na nowo przybyłych i wiedział, że cały ich dobytek, choćby najlepiej ukryty, i tak zostanie odnaleziony. Niemcy wyślą więźniów do roboty lub do gazu, a ich ubrania dokładnie przeszukają. Nie tylko zgarną brylanty, złoto, pieniądze znalezione w kurtkach czy podeszwach butów. Dobiorą się też do ust, gdzie można schować kosztowności pod językiem, dobiorą się do macic i kiszek, a nawet wyrwą złote zęby. Nasz bohater to wszystko wiedział, lecz nic nie mógł powiedzieć, nic nie mógł zrobić. Aby przeżyć, musiał być jak inni w Kanadzie. W końcu nadjechał ostatni pociąg z więźniami. Nareszcie udało się wszystkich podzielić. Esesman zrobił ostatnią kreskę w notesie. Tego dnia, kiedy Tadek pomagał innym w rozładunku, do obozu przyjechało aż piętnaście tysięcy ludzi. Ciężarówki, piece, Niemcy oraz członkowie Kanady pracowali na okrągło. Po całym dniu wracali do obozu objuczeni w nowe ciuchy, jedzenie i łapówki. To nie jest tak, że Kanada mogła sobie wnosić do obozu, co tylko chciała. Czarna kawa, jedwab czy kosztowności stanowiły zapłatę dla wachmanów, czyli strażników, by więźniowie mogli przejść bez kontroli. A oni przez kilka następnych dni mogli skosztować szynki, konfitur, likierów czy wódki. Wszyscy w obozie będą dobrze wspominać ten transport. Transport „Sosnowiec-Będzin”, który był bogaty i zasobny. Tymczasem nocą wciąż widać pracujące kominy krematoriów, z których wydobywa się dym. Proszę państwa do gazu - problematyka Proszę państwa do gazu nie należy do łatwych lektur. Opowiadanie przedstawia tylko jeden dzień z życia Tadka, a pamiętajmy, że takich dni było o wiele więcej. Tyle jednak wystarczy, by samemu oczami wyobraźni zobaczyć, jak wykańczające były to chwile. Nie tylko niszczyły człowieka fizycznie, niezwykle silnie wpływały przede wszystkim na jego psychikę. Bohater podczas pracy przy rozładunku pęka. Zaczyna zastanawiać się, co się z nim stało, czy dalej jest dobrym człowiekiem. Przestał współczuć ludziom, którzy trafili do obozu. Choć to właśnie dzięki nim udało mu się zapełnić swoje kieszenie i tym samym zapewnić sobie jedzenie na najbliższe dni, przepełnia go nienawiść, że z powodu nowych więźniów musi pracować. A jednym z jego obowiązków było wynoszenie martwych, dziecięcych ciał z wagonów i umieszczanie ich na pace ciężarówki. Tadkowi trudno też było przebywać w towarzystwie ludzi wprawionych w tego typu zadaniach. Doświadczenie pozostałych więźniów pozwalało im wykonywać wszystko mechanicznie, traktowali to, jak zwykłą pracę. Już sam tytuł opowiadania wiele znaczy. „Proszę państwa do gazu” to niejako zobrazowanie każdego nowego transportu. Więźniowie, którzy przywożeni byli na rampę w bydlęcych wagonach, nie wiedzieli, co ich czeka. Zakładali, że przyjechali do pracy. Niestety na miejscu nikt nie odważył się podać im szczegółów. Niepisane prawo mówiło, by nie odpowiadać na zadawane pytania, a po prostu kierować ludzi na rzeź lub na przejazd do obozu koncentracyjnego. Dla Niemców pojmani byli wyłącznie kreskami w notesie. Odrobinę bardziej istotni byli ci zdrowsi. Jak mówi sam Tadek - gaz i tak na nich czeka, lecz wcześniej muszą wykonać swoją pracę w obozie. Tadeusz Borowski w swoim opowiadaniu w sposób bardzo wymowny obrazuje zmianę człowieka w obozie koncentracyjnym. Członkowie Kanady, z którymi pracował tego dnia, przestali odczuwać litość. Stali się robotami, swoją pracę wykonują mechanicznie i nie zwracają uwagi na płacz, śmierć czy porzucenie dziecka. Zdarzały się nawet sytuacje, w których Kanadyjczycy wyżywali się na przyjezdnych. Takie zachowanie opisuje Henri, jeden ze znajomych Tadka, który tłumaczy, że na rampie można dać upust negatywnym emocjom. Byli to ludzie zlagrowani, czyli tacy, którzy zostali przesiąknięci obozowym instynktem przetrwania i działali w myśl zasady odwróconego dekalogu. By przetrwać, trzeba było kogoś poświęcić. Dla Tadka na początku było to niepojęte. Dopiero pracując do późnych godzin wieczornych, zaczął tracić uczucia i stawać się ludzką maszyną, zupełnie jak jego towarzysze. Behawioryzm narratora w Proszę państwa do gazu Jak już wiesz, narrator w tym opowiadaniu występuje w formie pierwszoosobowej. Nie jest wszechwiedzący, nie stara się zgadywać, co motywuje innych, ani co mogą odczuwać w danym momencie. W takiej konstrukcji ujawnia się behawioryzm, czyli sposób ukazania postaci polegający na opisywaniu tego, co widać gołym okiem. To rejestrowanie gestów i zachowań ukazujących się w ważnych momentach. Behawioryzm odrzuca analizę psychologiczną, zamiast tego skupia się na werbalnej warstwie. Pozwala zachować obiektywność opisywanych postaci poprzez przedstawianie jedynie faktów. Tadek nie bawi się w monologi wewnętrzne, nie próbuje stać się obozowym psychologiem czy specjalistą od ludzkich emocji. Kluczowe jest to, co widoczne dla oka. Motywy obecne w Proszę państwa do gazu W opowiadaniu Borowskiego znajdziemy także kilka ważnych motywów. Wsłuchaj się uważnie, żebyś niczego nie pominął. Motyw Żydów – czytając „Proszę państwa do gazu”, ma się wrażenie kontaktu z czymś niesamowicie zorganizowanym. Podczas całodniowego przyjmowania transportów i segregowania ludzi wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Uświadamiając to sobie, nagle zdajemy sobie sprawę, że czytamy nie tyle relację Tadka, ile opis znakomicie prosperującej fabryki śmierci, w której swoje dusze zostawiali Żydzi. Według Niemców byli jedynie podludźmi, niegodnymi szacunku. Motyw śmierci – ludzie transportowani w zwierzęcych warunkach byli traktowani przedmiotowo. Tych mających jeszcze siłę wysyłano do pracy, pozostałych, czyli starych, chorych, niepełnosprawnych, a także dzieci i większość kobiet od razu wysyłano do krematoriów. Motyw zagłady – jak inaczej można nazwać śmierć milionów ludzi? Żydzi oraz przedstawiciele innych narodów w obozie Auschwitz-Birkenau byli masowo zabijani, głodzeni, wykorzystywani do wyczerpującej pracy. Do pełnego zrozumienia opowiadania warto zapoznać się z kilkoma niezbędnymi zwrotami. Pomogą ci one poznać używany w obozach język. Najważniejszymi z nich są: Lager – obóz koncentracyjny. Kanada – wybrana grupa więźniów pracująca przy transportach ludzi. Przynależność do Kanady była swego rodzaju nobilitacją i gwarantowała brak głodu. Więźniowie do baraków wracali objuczeni w marmolady, cukry, wędliny i chleb. Bloki – tak nazywano baraki, do których przypisywano poszczególnych więźniów. Fleger – sanitariusz w szpitalu. Aby objąć to stanowisko, należało przejść odpowiednie przeszkolenie. Nasz bohater Tadek w obozie jest flegerem, choć tego dowiadujemy się z opowiadania „U nas, w Auschwitzu…”. W „Proszę państwa do gazu” pomaga innym Kanadyjczykom przy rozładunku. Esesman – Niemiec pilnujący więźniów w obozie. Nasi Partnerzy polecają
Dziękujemy za wszystkie Państwa listy i e-maile. Przypominamy, by korespondencję elektroniczną kierować na adres: listy@ Zakaz importu z Rosji. I co dalej? Jako wierny Państwa czytelnik pozwalam sobie na napisanie tej krótkiej i trochę emocjonalnej wiadomości. Mam wrażenie, że sprawa ukraińska zajmuje ostatnio we wszystkich mediach ok. 90 proc. czasu antenowego, wszyscy wiemy, jak ważna geopolitycznie jest to sprawa, ale proszę nie zapominać o naszej wewnętrznej sytuacji i o tym, iż całe gałęzie gospodarki i całe polskie społeczności zostały pozostawione same sobie. Piszę tę wiadomość w imieniu swoim, jak również całej grupy polskich ogrodników szklarniowych, nasza sytuacja od czasu rozpoczęcia wojny na Ukrainie i tak ochoczego wprowadzenia embarga na rosyjski węgiel przez nasz rząd w Warszawie uległa całkowitemu załamaniu. Całość dostępna jest w 22/2022 wydaniutygodnika Do Rzeczy. © ℗ Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy. Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Zrealizujemy wszystkie kamienie milowe z Krajowego Planu Odbudowy, czy tylko te, co do których będzie zgoda w koalicji rządzącej? Umowa z Komisją Europejską jasno mówi, że aby można było otrzymywać kolejne transze, należy realizować poszczególne kamienie, które wypracował zespół negocjacyjny. Kamienie te wynikają też z uzgodnień z poszczególnymi resortami, bo to one zgłaszały ich propozycje. Część z tych kamieni będzie wymagała przeprowadzenia przez parlament. Tymczasem Marek Suski z PiS na antenie RMF FM mówi: „głosowałem za KPO, ale nie za żadnymi aneksami”, i sugeruje, że nie wszystkie kamienie musimy zrealizować. I nie jest odosobniony w tej opinii, jeśli chodzi o obóz PiS. Część dyskusji jest oparta na informacjach medialnych, które są w dużej części nieprawdziwe. Uspokajam: będziemy mogli przejść do pracy i realizowania kolejnych kamieni, w ramach których jest 48 reform i 54 inwestycje. A przelewy z Brukseli przyjdą po zrealizowaniu konkretnych wskaźników. To trochę jak z budową domu - aby otrzymać kolejną transzę od banku, w którym zaciągnięto kredyt hipoteczny, trzeba zrealizować pewien etap budowy domu. Moim zadaniem, jako ministra funduszy i polityki regionalnej, jest koordynacja realizacji kamieni milowych KPO przez poszczególne resorty. Czy nie czekają was przy tym dyskusje w rządzie i całym politycznym zapleczu dotyczące tego, na co tak właściwie się zgodziliśmy i czy KE znów nie poszerza swoich kompetencji? To nie jest zwiększanie kompetencji Komisji, kamienie zostały uzgodnione obustronnie. To czemu niektórzy w rządzie dowiedzieli się, jak wygląda ostateczny kształt listy kamieni milowych w momencie jej publikacji? Zabrakło koordynacji działań? Monitoring tych działań był i jest prowadzony na bieżąco. Przez ostatnie dwa lata prowadzony był dialog ze wszystkimi resortami co do zapisów KPO. Dyskusja może być na innej płaszczyźnie: czy zapisy KPO, zaproponowane dwa lata temu, nadal są aktualne. Część z kamieni milowych już została zrealizowana, a część jest w zupełnie innych okolicznościach geopolitycznych. Przypomnijmy, że KPO to program, który miał wzmocnić gospodarkę po pandemii. Oczywiście wyzwania związane z jej odbudową po COVID-19 są nadal aktualne i w tym celu zaplanowane reformy i inwestycje są nadal potrzebne. Wiele z nich będzie nam pomagać w poradzeniu sobie z obecnym kryzysem związanym z wojną w Ukrainie i napływem uchodźców. Czyli czeka nas teraz etap renegocjacji treści KPO i kamieni milowych? To, że zamknęliśmy negocjacje w sprawie KPO, jest wielkim sukcesem, bo - proszę mi wierzyć - są kraje, w których te negocjacje przebiegały bardziej burzliwie niż u nas. Teraz, na etapie realizacji KPO, jesteśmy w stałym kontakcie z Komisją. Kwestia dotycząca spełnienia poszczególnych kamieni milowych w aktualnej sytuacji to nie tylko nasz problem, ale wszystkich państw europejskich. Przykładowo Słowacy czy Czesi już sygnalizują, że potrzeby, które określili pierwotnie w KPO, w tej chwili definiują inaczej. Dziś jest wiele potrzeb związanych z wojną w Ukrainie. Część z nich zbiega się z wcześniej zgłoszonymi, jak np. liczba żłobków. Wtedy wnioskowaliśmy o dodatkowe żłobki w ramach KPO, bo chcieliśmy, aby było ich więcej, a obecnie potrzebujemy ich i dla Polaków, i dla ukraińskich dzieci, które uciekły do nas przed wojną. A myślimy o zmianie niektórych projektów w KPO? Prowadzimy w tej chwili przegląd projektów zgłoszonych przez poszczególne resorty. Dużą część projektów realizujemy z takim samym jak przed wojną uzasadnieniem, choć ich kontekst może być zupełnie inny. Przykładem może być dywersyfikacja energii. Przed wojną, gdy o tym mówiliśmy, chodziło o bardziej prośrodowiskowy kierunek dla polskiej energetyki. Dziś chodzi o konieczność odcięcia się od rosyjskich surowców. Być może będziemy negocjować z KE kolejne środki z puli pożyczkowej KPO. Wiemy już, na co chcielibyśmy je wydać? Z pewnością środki z KPO mogą służyć wsparciu uchodźców z Ukrainy. Niemniej Polska, która jest liderem pomocy udzielanej ukraińskim uchodźcom, powinna otrzymać nowe środki finansowe - nie z KPO, nie z polityki spójności, lecz z zupełnie innego funduszu. Tak było w przypadku Turcji, kiedy imigranci chcieli stamtąd wjechać do Europy. UE znalazła wtedy dodatkowe 6 mld euro dla tego kraju. Tylko skąd miałyby pochodzić te nowe środki? Unia, jako całość, znów musiałaby zaciągnąć zobowiązania na rynkach albo trzeba byłoby pomyśleć o nowych źródłach dochodów unijnych, np. jakimś kolejnym podatku europejskim. Można byłoby sięgnąć po fundusze europejskie, z których korzystają państwa członkowskie. To są fundusze centralne, gdzie nie ma tzw. kopert narodowych. KE ma duże pole manewru, aby część tych środków przeznaczyć na pomoc uchodźcom w Polsce. Chodzi o takie programy jak Connecting Europe Facility, z którego finansowana jest sieć transeuropejska w zakresie transportu, energetyki i łączności? Tak. Jest też program wspierający sektor naukowy „Horyzont Europa” czy Fundusz Solidarnościowy. To fundusz, z którego środki mogą trafiać do państw członkowskich w sytuacjach szczególnych, takich jak katastrofy naturalne. Pula pożyczkowa z KPO mogłaby nam pomóc w dywersyfikacji źródeł energii? Z pewnością te środki mogłyby być tak wykorzystane. Niestety mieliśmy rację, mówiąc, że Rosja nie jest krajem, z którym należy współpracować, a w tej chwili cała UE się zorientowała, że za bardzo uzależniła się od rosyjskich nośników energii. My mamy gazoport Baltic Pipe. Myślimy o tym, aby z KPO sfinansować małe elektrownie czy biogazownie. To efekt tego, że już za pierwszego rządu PiS przewidziano, że aktualny scenariusz geopolityczny może się wydarzyć. Pamiętam, jak kilka lat temu rozmawialiśmy z KE na temat gazu. Przekonywaliśmy, że przy dekarbonizacji gaz musi być paliwem przejściowym i udało się to uzyskać. Dziś ten gaz stanowi znakomity bufor przy przechodzeniu z paliwa stałego na nowocześniejsze technologie, np. wodorowe. W tym samym czasie takie państwa jak Słowacja, Czechy czy Niemcy coraz bardziej uzależniały się od dostaw z Rosji. Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
Opublikowano: 2022-07-18 14:48: Dział: Polityka NASZ WYWIAD. Rzońca: Kryzys żywnościowy i brak ciepłej wody czyli głód i chłód zburzą UE i to będzie na życzenie liberalno-lewicowej ekipy Polityka opublikowano: 2022-07-18 14:48: Bogdan Rzońca / autor: Screen/YouTube „Kryzys żywnościowy i brak ciepłej wody czyli głód i chłód zburzą Unię Europejską i to będzie na życzenie liberalno-lewicowej ekipy rządzącej Unią Europejską” – mówi w rozmowie z portalem eurodeputowany Bogdan Rzońca (PiS). CZYTAJ RÓWNIEŻ: -UJAWNIAMY. Szokująca treść komunikatu KE: „Oszczędzaj gaz na bezpieczną zimę”. Dotarliśmy do projektu dokumentu -NASZ WYWIAD. UE chce redukcji zużycia energii o 40 proc. Kloc: To oznacza, że będzie mniej miejsc pracy, rozwoju gospodarczego Niemiecka polityk postulowała „zagłodzenie” Polski, a my mamy ograniczać zużycie gazu po to, aby przekazywać go Niemcom? Jak Pan odbiera tego typu propozycje Komisji Europejskiej? Bogdan Rzońca: Komisja Europejska kompromituje się raz po raz. To jest bardzo widoczne w najtrudniejszych sytuacjach. To było widoczne przy pandemii, jest widoczne przy tej barbarzyńskiej wojnie Rosji z Ukrainą. Także przy inflacji. Ta bezradność KE powoduje, że dziwimy się kolejnym decyzjom tych samych ludzi, którzy na przestrzeni ostatnich lat popełnili tyle błędów, i którzy dalej brną w narrację, że „tak naprawdę wiele się nie stało, nikt się nie pomylił, teraz tylko trzeba przykręcić gaz, używać mniej ciepłej wody, kupić świeczki i zapałki, latarki”, bo taka narracja jest też w Austrii. „Teraz trzeba tylko oszczędzać i dalej będzie wszystko dobrze”. Oczywiście do tego dochodzi także ta skandaliczna sprawa z oszustwem związanym z energią nuklearną w Niemczech. Ludzie jednak chcą mieć spokój z energetyką i większość Niemców popiera energię nuklearną. Zieloni kłamali. Badania były fałszywe. Mamy coraz więcej informacji na ten temat i to się układa w jedną całość. Deal z Putinem był obliczony na dłuższą metę. Miał spowodować zamknięcie źródeł gazu we wszystkich krajach UE, w tym w Polsce. Ten deal miał także na celu zamknięcie elektrowni węglowych i kopalń - zakończenie wydobycia węgla. A po cichu, przy dwudziestoletnim procesie budowy farm wiatrowych i fotowoltaiki w Niemczech, Niemcy kupowali coraz więcej gazu i nośników energii w Rosji. Później mieli to sprzedawać najprawdopodobniej w drugą stronę. Teraz na nich trafiło, że Putin im zakręcił gaz i prawdopodobnie nie odkręci go po 20 lipca. W tej chwili możemy tylko wyrazić oburzenie i zaproponować, żeby Komisja Europejska podała się do dymisji. W normalnym kraju przy tylu błędach każdy rząd pada. Ludzie ambitni przyznają się do błędu i mówią „niech teraz pewne rzeczy robią inni”, ale tego nie widać. Uważam, że zapowiedzi obniżenia temperatury grzania o jeden stopień – za chwilę będzie, że o dwa, za chwilę, żeby się w ogóle nie kąpać – kompromituję Unię Europejską. Gdzie tu jest konkurencyjność ze Stanami Zjednoczonymi, czy nawet z Wielką Brytanią, która chyba lepiej znosi te wszystkie turbulencje związane z kryzysem energetycznym, niż kraje UE. Sądzę, że „blamaż” i „kompromitacja” to są najlżejsze oceny działania Komisji Europejskiej i jej komisarzy. Komisja Europejska nie tylko, że nie chce podać się do dymisji, ale widząc, że biznes Niemiec z Putinem nie wypalił, zaproponowała, aby koszty tej niemieckiej klęski przerzucić na inne kraje. Przynajmniej tak to rozumiem. Czy tak? Tak. I teraz będziemy słyszeć przez najbliższe tygodnie o potrzebie nowej, ambitniejszej solidarności między krajami Unii Europejskiej: „żebyśmy byli znowu razem”, „żebyśmy razem wszystko robili, tak jak do tej pory”. Przepraszam, ale to jest kolejna kompromitacja i zakładam, że po prostu te nowe zapowiedzi, nowe hasła zostaną odrzucone przez wyborców. Musimy się już przygotowywać do nowych wyborów za dwa lata, zbudować jakąś mądrą koalicję europejską dla rozwoju Europy. Niemcy, jako że mają ogromne wpływy w KE i w unijnych instytucjach, wiedząc, że jak zabraknie energii ich gospodarka może mieć kłopoty, już się zabezpieczają i mówią: „Jeśli Polska będzie miała więcej tego gazu, musi nam go przesłać”. Myślę, że zrobimy to w odpowiedniej cenie, jeśli tylko będziemy mieli nadwyżki, i trochę na tym zarobimy. Dokąd solidarność, to solidarność, a teraz już po prostu czyste biznesy krajowe i to jest moim zdaniem chyba jedyna odpowiedź na to, co się dzieje. Unia nie ma świeżych pieniędzy, nie ma nowych możliwości przeciwdziałania ani inflacji, ani nie ma pieniędzy na odbudowę Ukrainy, bo jak się mówi o odbudowie Ukrainy – a przynajmniej to wybrzmiało na komisji budżetowej – to się mówi o nowych, świeżych pieniądzach (fresh money), które będą pochodzić ze składki 27 krajów. „Dobra Unia” da dopiero wtedy da na odbudowę Ukrainy, jak pozbiera od innych. To są działania, które całkowicie dezawuują, kompromitują tych polityków i uważam, że twarde stanowisko polskiego rządu jest jak najbardziej wskazane w tej materii, i w każdej następnej, która coraz bardziej będzie się uwidaczniać w tej pogrążonej w kryzysie Unii Europejskiej. Tym bardziej, że te rozwiązania, które Komisja Europejska zaproponowała w projekcie komunikatu „Oszczędzaj gaz na bezpieczną zimę” to jest przepis na bardzo poważny, bardzo głęboki kryzys gospodarczy, którego skutki mogą być nieobliczalne. Być może będzie on najpoważniejszym w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Tak. Od wczesnej wiosny pytam, czy komisarze wiedzą, że idzie recesja. Po prostu idzie recesja i trzeba się z tym pogodzić. Pytałem, czy Unia ma na to jakieś środki – „nie, nie ma recesji, zobaczymy, jak będzie, jeszcze trochę poczekajmy”. Wydaje mi się więc, że ta świadomość dopiero dociera w tej chwili do Komisji Europejskiej. Związani z koalicją w Holandii politycy bardzo się przestraszyli strajków rolników, a zdaje się, że tych „żółtych kamizelek” i tych różnych protestów raczej na pewno będzie przybywało na jesieni na skutek tej drożyzny. Sądzę, że ta sytuacja będzie się pogłębiać do tego stopnia, że niestety grozi nam większe bezrobocie, upadłość firm, a to się wiąże z nowymi funduszami społecznymi czy z nowymi wydatkami Unii Europejskiej na cele społeczne, które są potrzebne i niezbędne, ale tych pieniędzy nigdzie nie widzę. Uważam też, że to jest dobry moment, żeby zacząć głośno mówić o tym, że pieniądze z tzw. Krajowego Planu Odbudowy są Polsce nieprzesyłane z powodów politycznych, a nie z żadnych innych. To jest moment, żeby powiedzieć, że może będzie trzeba zrewidować nasze stanowisko w tej materii i odłożyć całą dyskusję o planie odbudowy. Tak samo zresztą, jak mówimy o wieloletnich ramach finansowych. Już wszystkie grupy, nie tylko konserwatyści mówią, że trzeba dokonać przeglądu wydatków z wieloletnich ram finansowych po to, żeby po prostu niektóre z tych wydatków przyciąć i stworzyć fundusz przeciwdziałający drożyźnie żywnościowej, która będzie na jesieni. Pytałem wprost najwyższych urzędników, czy Polska może odstąpić od Krajowego Planu Odbudowy i nie płacić później spłaty. Odpowiedziano mi, że jest taki przepis, że bez szwanku możemy wypowiedzieć Krajowy Plan Odbudowy i oczywiście nie będziemy wtedy uczestnikami tej gry. Ale padło też zdanie, że „jak to, Polsce się należą te pieniądze i Polska je weźmie i dobrze wykorzysta”. Tylko, że doskonale wiemy, że jeszcze 2023 rok jest taką ostatnią szansą na ich wykorzystanie, bo później po prostu nie zdążymy wydać, a spłacać będziemy musieli. Sytuacja jest naprawdę bardzo skomplikowana w obszarze finansowym Unii Europejskiej. Liczę, że już wkrótce, może jeszcze podczas wakacji, lub po wakacjach, wszystkie grupy polityczne, a w szczególności te, które rządzą, jednak dokonają zmian w wieloletnich ramach finansowych. Kryzys żywnościowy i brak ciepłej wody czyli głód i chłód zburzą Unię Europejską i to będzie na życzenie liberalno-lewicowej ekipy rządzącej Unią Europejską. W tym projekcie dokumentu przewiduje się stworzenie struktur do koordynowania działań w zakresie dystrybucji gazu. Czy nie zachodzi tu zagrożenie próbami ze strony Komisji Europejskiej wyszarpywania państwom członkowskim kolejnych kompetencji? Tak. To będzie taka unijna inspekcja robotniczo-chłopska. Trochę żartuję, ale powstanie instytucja, która będzie mówić: „Wy macie gaz, wy musicie oddać”. Tak jak kiedyś było za komuny: „masz świnkę, to musisz ją oddać”. Tak będzie, że powstanie grupa, która będzie pokazywała palcem, kto komu musi co dać i w tym momencie będzie też duża presja na te kraje, które są bezpieczne energetycznie, żeby się dzieliły swoją energią. W drugą stronę to nie działało nigdy. Jak mówiliśmy, żeby zrobić debatę w Parlamencie Europejskim na temat Nord Stream 2 – EKR sześć razy chciał robić tę debatę – nie udało się ani razu. Ostrzegaliśmy, że Nord Stream 1 może być kiedyś zamknięty – w ogóle nikt nie brał tego pod uwagę. Teraz, jak wychodzą jeszcze te kłamstwa nuklearne, to się okazuje, że Zieloni też byli w pewnym sensie przekupieni przez Putina i też – jako NGO-sy – swoją robotę wykonywały w każdym kraju europejskim. W ten sposób cała układanka jest już jasna. Putin miał na tym zarabiać, a Niemcy mieli pchać poprzez budżet Unii Europejskiej dotacje na farmy wiatrowe, farmy fotowoltaiczne, skądinąd potrzebne, ale wiadomo, że to są źródła energii niewydolne, niestabilne, niepewne. W ten sposób wszystkie inne kraje miały być osłabione, a Niemcy oczywiście mieli mieć swoją energię z Rosji i mieli dalej mieć najlepszą gospodarkę świata. Teraz to wszystko im się wali, stąd szukanie tzw. ambitniejszej solidarności europejskiej, czyli takiej solidarności, z której wynika, że biedniejsze kraje będą słały gaz do Niemiec. Pamiętam, co się działo przy budowie terminalu LNG w Świnoujściu. Ta inwestycja była przez Niemcy krytykowana, a wręcz zwalczana. Teraz nagle, w projekcie komunikatu „Oszczędzaj gaz na bezpieczną zimę” Komisja Europejska wskazuje na ten projekt jako sztandarowy unijny projekt dywersyfikacji dostaw gazu. To już ani nie jest poważne, ani odpowiedzialne, ani przede wszystkim uczciwe. Jak Pan to ocenia? Dokładnie, a jeszcze pamiętam dobrze, że przy tym gazoporcie Zieloni także się pokazali i protestowali twierdząc, że będzie to bardzo niedobre dla morza itd. Szkoda więc słów. Dobrze ilustruje to sytuacja, że dzisiaj wszystko jest dobre – i węgiel, i energia nuklearna, i wszystkie inne źródła – byle by tylko było ciepło i było co jeść. Inaczej po prostu będzie potworny kryzys w całej Unii Europejskiej. Zobaczymy, jak to się skończy. Na razie ekipa, która rządzi od lat Unią Europejską, nie wykazuje żadnej skruchy. Moim zdaniem będą brnąć w te wszystkie kłamstwa. Będą wciągać dzieci i młodzież w gry związane z klimatem – niestety też przykre. Będą chcieli, żeby szesnastolatkowie wybierali posłów do Parlamentu Europejskiego, żeby zbudować nowe państwo federalne. Dzieciom można bowiem zaserwować wycieczki do Brukseli, można je przekupić gadżetami i oni pójdą, zagłosują. Przed nami, konserwatystami, jest więc duże zadanie w tej chwili, żeby uświadomić ludziom, w co nas popchnęła ta ekipa, w której niestety także uczestniczył Donald Tusk. To trzeba wyraźnie powiedzieć, że był tam przez ładnych parę lat i wszystko to kwitował, firmował, popierał, a pani Ewa Kopacz – jak wszyscy wiemy – zgodziła się na to, żeby całą energetykę włączyć w system ETS-u. Powiedział Pan, że zdaniem KE „węgiel jest dobry”. Nie jestem przekonana, że Komisja Europejska tak uważa, dlatego że po pierwsze nadal nie zostały wznowione rozmowy na temat rewizji umowy społecznej jeżeli chodzi o wydobycie węgla. Po drugie w tym dokumencie jasno jest wskazane – mówię tu o projekcie „Oszczędzaj gaz na bezpieczną zimę” – że dekarbonizacja ma być kontynuowana. Dzisiaj, dzięki Bogu jest lipiec, środek lata. Jest ciepło. Przyjdą pierwsze chłodne dni, słońce przestanie świecić, farmy wiatrowe przestaną się kręcić – tak było już wiele razy w systemie energetycznym – wtedy będzie wołanie o węgiel. Wiemy, że wszystkie kraje unijne powoli szukają węgla na rynku. Dzisiaj za tonę węgla w eksporcie płaci się 350 dolarów, a jak za dawnych czasów socjalistycznych sprzedawaliśmy węgiel, to był po 20 dolarów za tonę, więc proszę zwrócić uwagę, jaki głód zapanował. Jeśli na rynku jest głód węgla, to znaczy, że wiele krajów chce go jeszcze używać. Żeby było bezpiecznie, żeby nie polała się – powiem wprost – krew na ulicach, to węgiel jest bardzo potrzebny i pewnie za miesiąc usłyszymy, że węgiel jest dobry i będzie trzeba się z nim przeprosić, ściągnąć go do Europy, bo jego tak naprawdę aż tak dużo w Europie nie ma. Skądś zatem trzeba go ściągać i wszystkie kraje będą to robić na własną rękę. Nie będą się pytać Unii Europejskiej. W Polsce jest dużo węgla. Pytanie, czy w tej sytuacji Polska nie mogłaby być eksporterem tego surowca? Mogłaby być, tylko w słusznych ideach, w solidarności zostaliśmy oszukani. Trzeba to powiedzieć wprost: zostaliśmy oszukani, wystawieni do wiatru, kazano nam pozamykać kopalnie. Jeszcze niedawno była batalia o gaz – chcieli go wyrzucić z taksonomii – tak samo energię nuklearną. Udało się to obronić. Teraz więc będzie powrót do węgla. Jestem przekonany, że zima spowoduje, że zupełnie inaczej będziemy patrzeć na elektrownie węglowe i na węgiel, dlatego że już są takie technologie – mają je Amerykanie – które są prawie zeroemisyjne (mówię o elektrowniach węglowych). Jeśli nowe elektrownie otwierają w Ameryce, jeśli Chińczycy to robią, to znaczy, że po prostu chcą przede wszystkim funkcjonować gospodarczo, zabezpieczają się gospodarczo. W UE byli i są liderzy, którzy pewnie nigdy żadnego kiosku nie prowadzili, nie wiedzieli, na czym polega biznes, tylko zostali wybrani z pozycji typowo politycznych, ideologicznych i to się teraz mści. I tu gdzieś w tle wybrzmiewa opinia Margaret Thatcher o Parlamencie Europejskim, która najwyraźniej nie traci na aktualności… Tak. Niestety. Jestem tam i widzę, i słyszę, i jest to dla mnie szok – człowieka, który trochę miał wspólnego z wsią, z gospodarką, z zarządzaniem – co kto mówi. Jest tam słowotok pod hasłem „ambitniejsza Europa”, „jeszcze ambitniejsza”, ale nic za tym nie stoi, żadne wyliczenia, żadne analizy, żadne symulacje. W każdym domu rozkładamy swoje wydatki na miesiąc, na co nas stać. Tam tego nie ma. Tam się tylko mówi „Będzie lepiej” i mamy to, co mamy. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Anna Wiejak Publikacja dostępna na stronie:
proszę państwa do gazu całość